Eksploracja kosmosu w trzech aktach

23 listopad 2010 19:00

Klasyczną (choć oczywiście fałszywą) definicją SF jest stwierdzenie, iż utwory należące do gatunku fantastyki naukowej zajmują się eksploracją kosmosu i kontaktami z pozaziemski cywilizacjami. Jako wszechstronny twórca fantastyki, Jacek Dukaj wszedł także w rolę twórcy „najbardziej klasycznej SF” w swoim pierwszym tomie opowiadań (ten wpis to część druga - tu znajdziesz część pierwszą opisu książki, a tu drugą). Trzy z nich – „Katedra”, „Muchobójca” i „IACTE” w dość radykalny sposób odwracają naszą wizję podboju kosmosu, będącego w świadomości społecznej miksem telewizyjnych doniesień o misjach wahadłowców, serialu „Star Trek” i cyklu „Gwiezdnych Wojen”.

Romantyczna wizja rozbijających się wspaniałymi statkami kosmicznymi twardzieli została już co prawda zanegowana w pierwszym filmie z cyklu „Obcy”, gdzie statek kosmiczny był po prostu miejscem pracy i zamiast eleganckich piżamek (jak w „Star treku”) załoga nosiła raczej ubrania bliższe kierowcom ciężarówek czy marynarzom na statkach handlowych. Dukaj idzie jeszcze dalej, wyzwalając się z okowów liniowego myślenia: skoro fizyka stawia przed nami radykalne ograniczenia transportu za pomocą pojazdów kosmicznych, należy poszukać innych metod. W „Muchobójcy” rozwiązaniem są - znane skądinąd z fantastyki - bramy nadprzestrzenne. Oczywiście sam rekwizyt nic do fabuły nie wnosi, jednak kluczowa w całym tym opowiadaniu jest otoczka. Wpływ wprowadzenia technologii bram, dyskusja aspektów ekonomicznych i praktycznych zajmuje sporą część tekstu. Analizę ekonomiczną (bo inaczej tego nazwać nie można) czyta się z zapartym tchem! Po skutkach ekonomicznych omawia autor wpływ technologii bram na politykę i w efekcie – na toczone na świecie wojny. Nic nie jest za darmo, możliwość transportu we wszechświecie powoduje nowe konflikty zbrojne i wcale zdaje się nie być dla ludzkości taka korzystna.

Nie chcąc zdradzać fabuły, ani tym bardziej zakończenia „Muchobójcy”, należy wspomnieć iż jest to opowiadanie przede wszystkim przestrogą dla tego co może stać się na Ziemi po bezkrytycznej adaptacji nowo odkrytej technologii. W wielu momentach opowiadania załamywałem ręce nad niefrasobliwością i brakiem podstawowych zasad bezpieczeństwa w prowadzonej przez rządy działalności. Jak się w końcu okazało, ukręciliśmy sami na siebie bat.

Opuszczając Ziemię, należy obrać cel eskapady kosmicznej. Lecieć można oczywiście na najbliższe nam planety (do najbliższych układów gwiezdnych), lub za pomocą dalekich skoków przemierzać nieznaną pustkę, licząc mimo wszystko że trafi się do wymarzonego układu bez przeszkód. Niestety – im dalej trzeba lecieć, tym większa szansa że coś się po drodze złego stanie. Jeśli zaś leci się latami, to kto będzie czuwać nad przebiegiem misji? Jacek Dukaj daje nam prostą odpowiedź: jak to kto? Wampir.

W opowiadaniu „IACTE” mamy właśnie do czynienia z taką nieudaną misją. Pilotujący statek kosmiczny wieczny wampir („(…) taki fenomenalny metabolizm – miałby się zmarnować?”) sprowadza pojazd nad dziwną planetę, sam ucieka, a w psującym się na orbicie statku zaczynają umierać ludzie. W końcu rusza ekipa poszukiwawcza, jednak fakt, że wszystko się psuje i pojazdy do komunikacji z orbitą nie są w stanie nawet podnieść się z powierzchni planety powoduje, że załoga znajduje się w coraz gorszej sytuacji. Skazani przez błąd (celowe działanie?) wampira na powolne wymieranie, załoganci „Arki” podejmują kolejne próby wyrwania się z okowów powolnej śmierci. Skazani są jednak na porażkę.

Czasami jednak wszystko może pójść dobrze i układ planetarny udaje się skolonizować. Zaczyna on wtedy żyć własnym życiem, pojawia się na nim kolonia, elementy władzy lokalnej, na końcu w siedzibie układu powstaje nowa diecezja. Bohaterem opowiadania „Katedra” jest młody ksiądz przysłany z diecezji na planecie Lizonne na górnicze asteroidy, aby wsłuchać się w świadectwo świętości Izmira Predu – człowieka, który po katastrofie swojego statku kosmicznego opuścił kabinę i rozhermetyzował swój skafander, aby zasobów tlenu na pokładzie statku wystarczyło dla pozostałej załogi. Jego poświęcenie, narosła legenda, opowieści o cudownych uleczeniach powodują, iż na asteroidach (zwanych Izmiraidami) powstaje miasteczko a wierni fundują niesamowitą, nanotechnologiczną katedrę.

Zwykły opis procesu beatyfikacyjnego staje się jedynie tłem do całego szeregu intryg i tajemnic które czają się w mroku. Nie do końca wiadomo, czy orbita rodziny planetoid jest stabilna, czy też grozi im ucieczka ze studni grawitacyjnej gwiazdy. Wzajemny układ asteroid jest też nienaturalny (co w astronomii zazwyczaj oznacza istnienie gdzieś w okolicy niezauważonej wcześniej masy), nie do końca jasna wydaje się być budowa ich geologiczna. Nie jest więc dziwne, iż miasto na powierzchni asteroid się rozrasta, zostaje wręcz przykryte hermetyczną kopułą, w okolicy pojawiają się prowadzące badania korporacje, każdy zaczyna węszyć i szukać drugiego dna.

Jest też „Katedra” opowieścią z niesamowitym klimatem. Znajdująca się poza obszarem hermetycznym, na pozbawionej atmosfery planetoidzie Katedra, jawi się jako miejsce tajemnicze, ponure i przygniatające. Sam Dukaj dedykuje opowiadanie Antonio Gaudiemu, i trzeba przyznać iż na kartach książki Katedra wyczarowana jest niesamowicie. Swoją cegiełkę dołożył oczywiście Tomek Bagiński, animując swój film „Kaedra”, który na fragmencie dukajowego opowiadania jest oparty.

Spoglądając na kosmos oczami Dukaja nie należy skupiać się na typowych rekwizytach znanych z klasycznej literatury SF. Ważne jest bowiem to, co czai się poza zasięgiem oczywistości. Można zwykłych ludzi wsadzić w skafandry i wysłać na drugi koniec wszechświata – ale co z tego wyniknie dla naszej planety… o, to już mało który autor potrafi pokazać. Jacek Dukaj pokazuje to po mistrzowsku.

Ten wpis to część trzecia - tu znajdziesz część pierwszą opisu książki a tu część drugą.

Jacek Dukaj: opowiadania “Katedra”, “Muchobójca” i “IACTE” z tomu W kraju niewiernych, Wydanie pierwsze: superNOWA, Warszawa 2004 (kolejne wydania - Wydawnictwo Literackie).

REWORK!

15 listopad 2010 2:09

Jak wywrócić biznes do góry nogami? Napisać książkę całkowicie sprzeczną z zasadami biznesu!

Rework: Change The Way You Work Forever (Hardcover)

Jest coś fascynującego w biznesie, który z jednej strony jest niesamowicie konserwatywny, kierujący się żelaznymi zasadami, a z drugiej liberalny, wskazujący, iż sposobem na przebicie się jest znalezienie rynkowej niszy. Twórcy firmy 37signals jako sposób na zrobienie biznesu wybrali całkowite jego zanegowanie i… odnieśli sukces.

Jak traktować powtarzane na serio w książce o biznesie stwierdzenia, aby dostarczać produkty i usługi posiadające mniejszą ilość opcji i możliwości niż konkurencja? Swoisty „wyścig zbrojeń” nakazuje dodawanie z każdą kolejną wersją produktu lub usługi coraz więcej i więcej… Tak mówią „klasyczne” zasady. Czyżby więc ludzie z 37signals postradali rozum nakazując robić MNIEJ niż konkurencja? Takie opinie pojawiają się wśród recenzji tej książki w księgarni amazon.com…

Paradoksalnie, powyższe przemyślenia nie są do końca sprzeczne z „klasycznymi” zasadami ekonomii, a udowodniają, iż prowadzenie biznesu nie jest nauką ścisłą, lecz społeczną. Obrastanie produktu w dodatkowe funkcje („bloat”) zazwyczaj dramatycznie pogarsza jego krzywą nauki. Im więcej opcji, tym trudniejsze wykonanie podstawowych, najprostszych i najczęściej wykonywanych zadań (i nie ma znaczenia to, że każdy użytkownik wykorzystuje w ramach swoich obowiązków inne 20% możliwości) i w ten sposób krzywa robi się niebezpiecznie stroma… Jeśli więc klient nie jest „złapany” w inny sposób, to poszukiwać on będzie prostszej usługi lub produktu. Czyż Apple, sztandarowy przykład upraszczania, nie zawojował rynku prostym jak konstrukcja cepa iPodem, dopiero po kilku latach wprowadzając na rynek skomplikowane i oferujące wiele możliwości modele iPod Touch? Podobnych przykładów jest wiele – wystarczy rozejrzeć się po swoim mieszkaniu, aby znaleźć przedmioty, które z powodzeniem można by zastąpić komputerem, wieżą lub telefonem komórkowym. Pomimo to zegarki sprzedają się dobrze, smartfony zaś stanowią ułamek rynku telefonii komórkowej.

Rework: Change The Way You Work Forever (Paperback)

Proste, specjalizowane produkty i usługi to tylko część tego, na co stawiają ludzie z 37signals. Szybkie wprowadzanie produktu na rynek pozwala klientom szybko zweryfikować jego przydatność. Jeśli ludzie mają świadomość niedoróbek, które wynikają z tego, że dostają wersję nad którą wciąż trwają prace, prędzej wybaczą owe błędy, niż gdy błędy występują w gotowych (drogich!) produktach. Możliwość kontaktu z producentem oraz fakt, że producent jest człowiekiem, a nie dwudziestoma liniami suportu na innym kontynencie (klasycznie rzecz ujmując: dobrze działający, sprawny i przyjazne wsparcie klienta jako element przewagi konkurencyjnej) pozwala zbudować wokół produktu grono fanów lub też społeczność. Dobra społeczność pozwala z kolei na przerzucenie na nią roli wsparcia klienta – Święty Graal biznesu to wszakże użytkownicy wspierający się wzajemnie.

Osobny rozdział dotyczy także kultury w pracy. Absolutny zakaz nadgodzin wiąże się z koniecznością maksymalnego wyżyłowania produktywności pracowników w czasie przepisowych ośmiu godzin pracy – z jednoczesnym zastrzeżeniem, że koszt śledzenia pracowników korzystających z Facebooka w czasie godzin pracy może być dużo większy niż „strata” z owym korzystaniem związana. W końcu pracownik zawsze może bezwładnie gapić się w monitor, tłumacząc przełożonemu że „właśnie myśli nad problemem”… Autorzy rozprawiają się też z mitem „wypasionych CVek” i wywracają koncepcję „X lat doświadczenia” zadając zamiast tego pytanie: „co tak naprawdę przez te X lat doświadczenia robiłeś?”.

Mniej to znaczy więcej. Zrób to tak, aby ludzie byli szczęśliwi. Nie przejmuj się konkurencją i nie kopiuj jej – jeśli kopiujesz konkurencję, to nie prowadzisz, a podążasz! Bądź kreatywny! Niech to będzie proste! Autorzy tłuką do głowy takie zasady wychodząc być może z zasady KISS albo z założenia że skoro oni zarobili ciężkie miliony dolarów, to my też możemy?

Jason Fried i David Heinemeier Hansson: Rework: Change The Way You Work Forever, Vermilion, London 2010

Różne implikacje istnienia Boga

24 październik 2010 23:43

W swoich opowiadania Jacek Dukaj dość często porusza temat istnienia Boga. W przeciwieństwie jednak do większości opowiadań o charakterze ściśle religijnym, istnienie Boga stanowi jedynie pewien punkt wyjścia do dalszych rozważań lub zawiązania akcji (ten wpis to część druga - tu znajdziesz część pierwszą opisu książki a tu trzecią).

Jednym z takich opowiadań, łamiących de facto doktrynalną wszechwładzę i wszechobecność Boga, jest „Ziemia Chrystusa”. W (wielo) świecie opowiadania mamy do czynienia z wieloma rozgałęzieniami historii skutkującymi stworzeniem kilku (znanych) światów równoległych. Światy te nie są zupełnie innymi przestrzeniami, albowiem zmiana dotyczy jedynie płaszczyzny możliwości (w fizycznej teorii strun mówilibyśmy o piątym wymiarze) i tak na przykład w historii „Ziemi Cartera”, w czasie prezydentury Jimiego Cartera rozpoczyna się wojna światowa pomiędzy ZSRR a USA, i kilkadziesiąt lat później glob jest radioaktywną pustynią, światem rodem z filmów o Terminatorze. W innej Ziemi nie doszło do Rewolucji Październikowej, etc. „Nasza” Ziemia, zwana jest „Ziemią Stalina”, albowiem jesteśmy jedyną znaną nitką historii, w której do władzy w ZSRR doszedł Stalin.

W kraju niewiernych - wydanie II

W tym wieloświecie trwa ciągłe poszukiwanie nowych, równoległych Ziem, a po ich odkryciu badanie, gdzie też zaistniała w historii tego świata tak zwana Zwrotnica, czyli wydarzenie różnicujące historie. Oczywiście kolejnym etapem jest podbój.

Wszystko idzie podbijaczom równoległych światów dobrze, dopóki nie trafiają na Ziemię, która różni się od innych pewnym szczegółem – na tej Ziemi wciąż mieszka Chrystus. Chodzi pomiędzy ludźmi i naucza. Na tej Ziemi nie istnieje wiara w Boga. Nikt w niego nie wierzy – wszyscy wiedzą że on jest. Zdaniem Konrada T. Lewandowskiego na dłuższą metę przejście Boga ze sfery wiary do sfery wiedzy udowadnialnej zgodnie z metodą naukową oznacza koniec wolnej woli. Ziemia Chrystusa zdaje się być ową przypadłością częściowo dotknięta. Z drugiej strony szok ontologiczny ekipy eksploracyjnej jest nie do przeskoczenia. Powoli obserwujemy starcie ludzi z epoki rozumu z czymś, co nadprzyrodzone. Zaglądamy ludziom pod czaszki.

Konkluzja tego opowiadania (dodajmy iż Dukaj potwierdza iż jest osobą wierzącą) zdaje się być zgodna z twierdzeniami Lewandowskiego – Bóg możliwy do dowiedzenia metodami naukowymi jest dla człowieka XXI wieku szokiem. Błogosławieni ci, co nie widzieli a uwierzyli ulega odwróceniu – przeklęci ci, co nie wierzyli, a ujrzeli.

Kolejnym opowiadaniem, dość mocno wchodzącym w sferę boskich zamierzeń jest „Medjugorje”. Nazwa o tyleż przewrotna, że ma ona w tym opowiadaniu kilka znaczeń. Teoretycznie jest to opowieść o działalności znakomicie wyposażonej ekipy, której zadaniem jest wyłapywać osoby mające objawienia i za pomocą wyrafinowanej technicznie aparatury sens owych objawień badać. Więcej pisać nie chcę, aby nie zdradzać zakończenia i wrażych szczegółów utworu, jednak akcja przybiera niesamowity obrót.

W pewnym miejscu zdaje się Dukaj rozgrywać wszechmoc Boga, który przemawia zawsze do tego, do kogo chce przemawiać. Z drugiej jednak strony, nie zawsze jest w stanie to zrobić – skoro jest wszechmogący, to czemu po prostu nie zmaterializuje na serwerze SMTP e-maila do wszystkich ludzi na świecie, tylko pokazuje się w białym ogniu, pośrodku krwawej wojny domowej w zapomnianym afrykańskim kraju?

Odpowiedź jest o tyle przewrotna, że zdaje się dotyczyć całej ludzkości .To opowiadanie to teologiczna przyszłość Homo sapiens. Bóg wybrał kiedyś jeden naród, lecz przymierze zostało zerwane. Teraz tracimy status wybranego jako gatunek. To nie Żydzi przestają być u Dukaja Narodem Wybranym – to ludzie przestają być Gatunkiem Wybranym.

Warto dodać, że „Medjugorje” jest jedynym przypadkiem kiedy Dukaj wprost wyjaśnia o co chodzi w jego opowiadaniu. Na swojej stronie przyznaje, że niejednoznaczność zakończenia jest jego błędem i podaje (na osobnej podstronie) wyjaśnienie. Zastanawiam się momentami, czy opowiadanie to nie powinno przejść pewnych zmian. Może nawet nie tyle fabularnych, ile redakcyjnych. Być może Jacek Dukaj zdecyduje się kiedyś zmienić ten tekst, choć trudno będzie uniknąć łopatologii. Jeśli jednak ceną za ucięcie pretensji do niejednoznaczności zakończenia ma być trywializacja tekstu, wolę to opowiadanie w obecnej formie.

Do tematu przyszłości ludzkości w sensie teologicznym wracaj Dukaj w opowiadaniu „In partibus…”. Tekst ten właśnie daje tytuł całemu tomowi opowiadań. Właściwie ciężko powiedzieć, że jest to opowiadanie. To raczej złączenie ze sobą trzech fabularyzowanych felietonów połączonych wspólnym problemem, nawet nie tyle fantastycznym, ile teologicznym.

Podstawowym zadaniem Kościoła jest oprócz szerzenia wiary także utrzymywanie jej w zgodzie z doświadczanym przez wiernych wszechświatem. Badania naukowe, które wskazywały na istnienie w przeszłości dinozaurów przez długi czas były negowane, jako sprzeczne z Pismem Świętym. Jan Paweł II „pogodził się z Darwinem” na gruncie metody naukowej. Dziś nikt nie neguje koncepcji Wielkiego Wybuchu tylko dlatego, że w Biblii nie ma jego dokładnego. Ta powszechnie znana konieczność zmiany nauki Kościoła na skutek coraz to nowych odkryć stanowi jednak jedynie część rozwoju magisterium. Jest to część najbardziej znana, acz nie jedyna.

Zupełnie osobnym elementem dopasowywania przez Kościół nauki biblijnej do rzeczywistości jest interpretacja nowych zjawisk zachodzących w świecie. Tak jak rozwój cywilizacji stwarza nowe możliwości, tak stwarza też nowe pokusy i nowe przestępstwa – ergo – stwarza nowe możliwości grzechu. Ocena moralna nowych czynności ludzkich również wymaga przeformowania pewnych doktryn – wszak Jezus nigdy nie powiedział że pigułki wczesnoporonne są złe i nigdy nie potępił piramid finansowych. Pomimo to, znając doktrynę chrześcijańską „instynktownie” czujemy, że w ramach chrześcijaństwa te byty są złe.

Jacek Dukaj stawia w swoim quasi opowiadaniu Kościół przed zadaniem jeszcze trudniejszym. Nakazuje teologom konfrontację z życiem pozaziemskim. Dziś, gdy zaczynamy być coraz bardziej pewni iż nawet na Marsie mogło istnieć prymitywne życie, problem uzyskania dowodu na istnienie (obecnie lub w dalekiej przeszłości) życia poza Ziemią zdaje się redefiniować z pytania „czy” w pytanie „kiedy”. Kosmiczne odległości oznaczają, że pewnego dnia otrzymać możemy radiową transmisję od dawno wymarłej cywilizacji…

Jacek Dukaj problem obcej inteligencji stawia przed Kościołem już teraz. W Biblii słowa nie ma o kosmitach. Nie ma też jednak słowa o Indianach, a w czasie gdy Jezus chadzał po Izraelu, Indianie tworzyli swoje cywilizacje. Początkowo były wątpliwości, czy chrześcijanin musi być Żydem (członkiem narodu żydowskiego) czy też wystarczy żeby został żydem (wyznawcą religii żydowskiej). Szybko porzucono te wątpliwości, i dziś chrzest oznacza jedynie polanie wodą, a nie obrzezanie. Skądinąd sam chrzest oznaczał początkowo zanurzenie w Jordanie (który wygląda jak zielona breja), a dziś polewamy główkę dziecka czystą wodą. Czyż więc polanie głowy Obcego dziecka ciekłym azotem będzie aż takim wielkim odstępstwem?

Jacek Dukaj idzie w swoich implikacjach dalej. Skoro już uznajemy, że Obcy mają duszę, to czyż nie należy im głosić Słowa Bożego? Przecież to nasz chrześcijański obowiązek – więc ubierają misjonarze pancerne skafandry i schodzą do morza metanu ewangelizować…

Nie wszyscy Obcy okażą się jednak podatni w tym samym stopniu na Słowo Boże. U niektórych jednak pojawi się chęć zaprzestania przemiany pokoleń (kto powiedział że przemiana pokoleń jest nieefektywna) i wstąpienia w stan kapłański. Oczywiście problem będzie z oddzieleniem gdzieniegdzie samców od samic, ale raz ruszonego postępu się nie zmieni – i tak w końcu Dukaj przedstawia nam półmetrowego kardynała oddychającego chlorem, który leci na konklawe. Jedną granicę złamano już w 1978 roku wybierając papieża nie będącego Włochem, konklawe roku 2005 pokazało, że do zasady, że papież musi być Włochem nie ma powrotu. Póki co papież jest biały – ale zapewne zobaczymy papieża z czarnej Afryki. Padnie kolejna granica. Kiedy więc pojawi się pierwszy papież nie będący człowiekiem? Znów - kiedy ludzie przestaną być Gatunkiem Wybranym?

Dukaj stawia tu szereg niewygodnych pytań – nawet jeśli są one nie wyartykułowane wprost. Czy nie-ludzki papież stanowi złamanie zasady, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga? Do jakiego stopnia podobni jesteśmy Wszechmogącemu? Pychą byłoby uważać Boga za dwunożnego humanoida o wzroście około dwóch metrów…

Jacek Dukaj potrafi w swoich opowiadaniach otworzyć puszkę Pandory. To, że punktem wyjścia do zaistnienia tej puszki jest fakt istnienia ludzi, którzy wierzą w Boga nie znaczy nic. Geniusz Dukaj objawia się w tym, że on, mimo że sam wierzy, nie nakazuje wiary nikomu. Pokazuje tylko, jak z żelazną logiką z założeń, wynikają implikacje.

Ten wpis to część druga - tu znajdziesz część pierwszą opisu książki, a tu trzecią.

Jacek Dukaj: opowiadania “Ziemia Chrystusa”, “Medjugorje” i “In partibus..” z tomu W kraju niewiernych, Wydanie pierwsze: superNOWA, Warszawa 2004 (kolejne wydania - Wydawnictwo Literackie).

Magia dla informatyków

25 marzec 2010 21:39

Wśród ludzi związanych zawodowo z branżą IT dość powszechna jest skłonność do fascynacji szeroko pojętą fantastyką. Jest to ciekawe zjawisko, zwłaszcza że właśnie informatycy (a już szczególnie matematycy i fizycy, z informatykami dzielący miłość do fantastyki) są mimo częstych skłonności introwertycznych ludźmi twardo stąpającymi po ziemi. Mówiąc złośliwie, pokazuje to jak bardzo ludzie związani z nauką czy IT potrafią oddzielić hobby od zawodu…

W kraju niewiernych - wydanie I

Zamiłowanie do fantastyki można jeszcze od biedy wytłumaczyć fascynacją nauką i techniką, które leżą u podstaw SF, czyli „science – fiction”. To „science” jest wbrew pozorom czynnikiem krytycznym, stąd czytelnicy SF są wyczuleni na bajkowe wytłumaczenia. SF musi mieć uzasadnienie i koniec. Nieco inaczej ma się rzecz z literaturą Fantasy, gdzie rolę nauki przejmuje magia. Pomimo, że od czasów Tolkiena masa naśladowców rozciągnęła ramy gatunku tak, że ociera się on o gore (vide opowieści o Conanie czy Xenie), to jednak co pewien czas pojawia się autor który rewolucjonizuje gatunek, i pokazuje, że wiele się jeszcze może w nim wydarzyć.

Takim autorem jest chociażby Andrzej Sapkowski, dość dokładnie opisywany przeze mnie w ramach niniejszego bloga. Magia w utworach Sapkowskiego jest naturalną siłą, którą człowiek może pod pewnymi warunkami okiełznać. Takie podejście do magii trochę odziera ją z nimbu tajemniczości, coraz mniej w niej sztuki, a coraz więcej rzemiosła. Z drugiej strony odarcie z nimbu tajemniczości nie oznacza braku możliwości tworzenia sztuki – technologia obróbki drewna jest znana od dawna a narzędzia są coraz to doskonalsze, jednak rzadko się rodzi talent na miarę Wita Stwosza.

Magię wywraca do góry nogami niezawodny Jacek Dukaj w opowiadaniu „Ruch generała”. Magia nie jest dla Dukaja niczym innym, jak skomplikowanym tworem, opierającym się na długotrwałej nauce. Samo tworzenie zaklęć to mozolne łączenie ze sobą podzaklęć i sprawdzanie działania całości. Stworzone pakiety zaklęć obwarowuje się dodatkowymi klątwami, wyzwalanymi przy zajściu określonych okoliczności. Brzmi znajomo? Tak, w „Ruchu generała” zaklęcia się programuje. Tworzący zaklęcie czarodziej pracuje niczym programista, łącząc klątwy w jedną całość dla uzyskania pożądanego efektu. A efekty często przechodzą najśmielsze oczekiwania – odpowiednio silną magią można unieść statek kosmiczny i polecieć nim na inną planetę. Skoro zaś ruch statku zapewnia magia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby statek kosmiczny był z drewna.

Świat, w którym rozwój techniki napędzany jest magią jest w pewien sposób podobny do naszego, ale i zarazem inny. Jeśli bowiem magią można stworzyć latające lub jeżdżące maszyny, to po co prowadzić badania nad mechanizmami napędu? Pomimo więc, że można dolecieć za pomocą magii do gwiazd, to szczytem techniki transportu lądowego jest kolej parowa. Nie występuje także efekt skali – Ford model T był tani i produkowany masowo. Tu, żeby się poruszać, potrzebny jest czarodziej, który wykona odpowiednią usługę…

W opowiadaniu Dukaja fascynuje wizja przedstawionego świata, świata który trwa i trwać będzie, świata, w którym zmiana status quo jest niemożliwa. Odpowiednio dbają o to główni bohaterowie – Żelazny Generał, potężny mag, który od kilkuset lat służy królewskiej dynastii Warzhadów oraz Ptak Zdobywca, władca wrogiego imperium. Te dwa kraje de facto trzymając się w szachu skutecznie blokują możliwość zmian. Fabuły zdradzać nie zamierzam, najważniejsze jest właśnie oto dojmujące uczucie, które pozostaje po lekturze: świat w którym magia jest potężna i łatwo dla ludzi dostępna, nigdy nie dokona przełomu technologicznego. Ten świat nigdy nie będzie w pełni egalitarny, bo to właśnie technologia pozwala nam być równymi.

Opowiadanie „Ruch generała” otwiera pierwszy (w tym roku ma się ukazać drugi) tom opowiadań Jacka Dukaja zatytułowany „W kraju niewiernych”.

Jacek Dukaj: opowiadanie “Ruch Generała” z tomu W kraju niewiernych, Wydanie pierwsze: superNOWA, Warszawa 2004 (kolejne wydania - Wydawnictwo Literackie).

Ten wpis to część pierwsza - tu znajdziesz drugą część drugą opisu książki, a tu trzecią.

Ścinając krzywą

18 marzec 2010 23:30

Podstawowym wyzwaniem podczas wdrażania jakiejkolwiek nowej technologii informatycznej, jest problem braku wykwalifikowanej siły roboczej. Przeszkolenie pracowników kosztuje, i mimo że informatycy chętnie zgłębiają arkana swej sztuki w czasie wolnym, na przystosowanie się do nowych wyzwań potrzeba czasu.

Z punktu widzenia samych pracowników poznawanie nowej technologii, to okazja do wpisania sobie kolejnego, magicznego, trzyliterowego skrótu w CV. O ile jednak obopólne korzyści pracodawcy i pracownika stają się widoczne po pewnym czasie, o tyle samo wdrożenie nowej technologii kosztuje. Koszt jest tym większy, im bardziej stroma jest krzywa uczenia się.

Professional DevExpress ASP.NET Controls

Trudność nauki wynika przede wszystkim z dwóch czynników. Pierwszym z nim jest trudność, jako immanentna cecha informatyki, drugim jest objętość materiału do poznania. O ile w ostatnich latach trudność jako taka ulega redukcji, dzięki zastosowaniu wszystkich zdobyczy informatyki (od języków programowania wysokiego poziomu począwszy a na metodykach zwinnych skończywszy) o tyle drugi czynnik stanowczo się pogłębia. Skądinąd wzrost ilości materiału jest pochodną radzenia sobie ze złożonością i trudnością informatyki – w języku C# programuje się dużo wygodniej niż w asemblerze 8086, mimo że asembler 8086 posiada zaledwie garść instrukcji, podczas gdy zrobienie czegokolwiek użytecznego w języku C# wymaga znajomości kilkunastu (kilkudziesięciu) klas dostarczanych przez środowisko uruchomieniowe.

Tendencja ta jeszcze bardziej widoczna jest w przypadku Javy – o ile sam język ma raczej banalną składnię, mogącą sprawiać trudność jedynie komuś, kto programować w ogóle nie umie, o tyle sama znajomość składni Javy nie daje właściwie nic. Ciężko jest wręcz napisać cokolwiek, bez znajomości nie tyle kilku standardowych klas, ile któregoś z używanych powszechnie frameworków. Dobre opanowanie danego frameworka wymagać może drastycznie więcej czasu niż nauka samego języka…

Podobna tendencja zaczyna się powoli pojawiać w ekosystemie Microsoftu. Rozbudowane biblioteki klas zaczynają grać coraz większą rolę w tworzeniu systemów dedykowanych platformie .NET. Jedną z takich bibliotek, jest dzieło firmy DevExpress (kiedyś nazywanej Developers Express, ponieważ jednak złożenie obu tych słów zawiera w sobie podciąg „sex”, ich strona internetowa była często blokowana przez firmy, więc aby nie tracić klientów nazwa się zmieniła). Historia DevExpress sięga czasów wczesnego Delphi, które zdobywać zaczęło popularność w latach 90tcyh. Delphi, narzędzie znakomicie sprawdzające się do tworzenia desktopowych klientów do systemów bazodanowych właściwie do dzisiaj nie dorobiło się podstawowego wydawało by się komponentu do pracy z danymi – grida. Lukę na rynku próbowało zapełnić wiele firm, jednak de facto tylko Quantum Grid z DevExpress stał się standardem przemysłowym, a samej firmie pozwolił się rozwinąć. Nic dziwnego , że kiedy pojawił się .NET, w siedzibie DevExpress zdecydowano się na budowę produktów także dla tej platformy.

Obecnie najciekawszą linią produktową w ramach bibliotek DevExpress są komponenty dla środowiska ASP.NET. Wybór jest dość szeroki – od rozbudowanych kontrolek edycyjnych, poprzez wszelkiego rodzaju wskaźniki, kalendarze, wykresy, raporty a na zaawansowanych gridach skończywszy. Biblioteka jest ogromna i częściowe opanowanie jej elementów pochłania olbrzymią ilość czasu. W ramach ułatwienia tego zadania Paul Kimmel napisał książkę pod wszystko mówiącym tytułem „Professional DevExpress ASP.NET Controls”.

Książkę można podsumować wprost: perfekcyjnie spełnia swoje zdanie. Dzięki temu podręcznikowi można programistę ASP.NET wyszkolić w obsłudze biblioteki DevExpress w bardzo krótkim czasie. Czas ten jest radykalnie krótszy od czasu koniecznego do samodzielnego opanowania materiału, pomimo że zarówno pomoc jak i przykładowe zastosowania na stronach DevExpress są przygotowane rewelacyjnie. Bardzo przyjemne są wstępy do rozdziałów gdzie autor stara się napisać coś o sobie lub od siebie, aby na jakimś życiowym przykładzie omówić jakąś cechę opisywanej biblioteki. Być może niektórzy czytelnicy będą tym rozdrażnieni, osobiście lubię kiedy w książce pojawia się takie „oczyszczenie atmosfery”.

W książce omówiono podstawowe technologie związane z biblioteką komponentów ASP.NET – począwszy od omówienia ASPxGridView (grida), poprzez ASPxTreeList (drzewo), komponenty nawigacyjne (menu, chmury, listy newsów, etc), komponenty do edycji danych (ORM i kontrolki) a na zastosowaniu Ajaxu skończywszy. Uzupełnieniem są rozdziały zawierające informacje dodatkowe oraz ciekawe porównanie filozofii aplikacji webowej i aplikacji klasy desktop.

Książka niestety ma minusy. Minusem podstawowym jest … objętość bibliotek DevExpress. Po przeczytaniu 600 stron ma się sporą wiedzę odnośnie komponentów ją tworzących, jednak po paru miesiącach pracy z kontrolkami ma się wiedzę większą. Niestety, wtedy już nie ma co czytać…

Pomimo tych mankamentów książkę można z czystym sercem polecić wszystkim chcącym rozpocząć swoją przygodę z DevExpress.

Paul T. Kimmel Professional DevExpress ASP.NET Controls, Wrox, Indianapolis 2009